Parafiamichala Zdrowie


VI Październik 23 parafiamichala Zdrowie



W main evencie gali mieszanych sztuk walki FAME 14 efektowny triumf zaliczył Tromba! Nie da się ukryć, że w ostatniej dekadzie sztuki walki były niezwykle popularne w Polsce. Należy przyznać, że pierwszymi organizatorami starć MMA w Polsce byli Kawulski oraz Lewandowski, którzy stworzyli federację Konfrontacji Sztuk Walki. Bez wątpienia do tej dyscypliny sportowej mnóstwo kibiców przyciągnęła rywalizacja Mariusza Pudzianowskiego z Najmanem Marcinem w 2009 roku. Z całą pewnością zadziwiająca była wymiana konkurencji sportowej przez mistrza świata Strongmenów na MMA. Każdy chciał podziwiać w ferworze walki mistrza świata Strongmenów a sporo ekspertów było zaciekawionych tym wydarzeniem. Popularność sportów walki w Polsce z biegiem lat rosła i w rezultacie została stworzona federacja FAME. Osoby, które znane są na portalach społecznościowych pojedynki toczą ze sobą w organizacji FAME. To, iż jest gigantyczne zainteresowanie takim walkami dostrzec mogliśmy już od samego początku federacji. Jeżeli rozchodzi się o sprzedaż PPV, każda kolejna edycja biła rekordy popularności. Na hali w Krakowie w ubiegły weekend odbywała się 14 edycja FAME MMA. Mnóstwo ekscytujących starć uszykowali dla swoich fanów szefowie federacji FAME. Pojedynek pomiędzy Gimperem, a Mateuszem "Trombą" Trąbką był pojedynkiem wieczoru gali FAME 14. każdego pojedynku był bardzo wysoki i warto mieć to na uwadze. Z kolejnymi edycjami FAME można zaobserwować poprawę u danych celebrytów, co często ma wpływ na poziom widowiska. Sympatycy MMA oczekiwali na walkę wieczoru, kiedy lepszy okazał się Mateusz "Tromba" Trąbka. Po wakacjach najprawdopodobniej odbędzie się najbliższa edycja FAME. Na ten rok federacja FAME miała już okazję obwieścić bardzo dużo popularnych celebrytów, które mają stoczyć walki w octagonie. Warto wyczekiwać na kolejne edycje FAME MMA, ponieważ jest to emocjonujące show.

Bardzo dużo emocji podczas niedzielnego spotkania ligi polskiej pomiędzy Wisłą Kraków, a poznańskim Lechem! W trwającym obecnie sezonie naszych rozgrywek bardzo dużo się dzieje i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Z pewnością co poniektórych zdarzeń żaden piłkarski specjalista nie prognozował, ponieważ spotykamy się z wieloma zaskoczeniami. Bez cienia wątpliwości bardzo dużym zaskoczeniem jest to, iż mistrz ligi, a więc zespół Legii Warszawa walczy o pozostanie w lidze. Pierwsza połowa sezonu w wykonaniu zawodników Legii Warszawa była kiepska i obecnie powinni skupiać się na rywalizacji o zostanie w naszej lidze. Setną rocznicę założenie zespołu w roku 2022 będzie obchodzić Lech Poznań, który planuje sam sobie sprawić nagrodę z tej okazji i zdobyć mistrzostwo PKO Ekstraklasy. Kibice piłkarscy ze stolicy Wielkopolski bez wątpienia byli szczęśliwi z rundy jesiennej swojego zespołu, który zajmował pierwszą pozycję w tabeli Ekstraklasy. Jednak na początku finałowej rundy zawodnicy Lecha radzą sobie trochę gorzej, i dlatego droga do mistrzostwa rozgrywek PKO Ekstraklasy delikatnie się pokomplikowała. Lech z Poznania ma naprawdę duży kłopot ze zwycięstwami i łatwo możemy to zauważyć. Idealnym przykładem problemów poznańskiej drużyny jest pojedynek z drużyną z Krakowa, który odbył si w niedzielę. Ekipa trenowana przez poprzedniego trenera polskiej narodowej drużyny Jurka Brzęczka musi się bronić w tym sezonie przed spadkową strefą i pełny pakiet punktów z Lechem mógłby być dla piłkarzy Wisły fenomenalnym rezultatem. Warto mieć na uwadze to, że przez większą część niedzielnego starcia mogło wydawać się, że drużyna z Krakowa zwycięży to starcie. Do bramki dwie minuty przed zakończeniem pierwszej części spotkania strzelił Ondrasek wyprowadzając Wisłę Kraków na prowadzenie rezultatem 1 do 0. W trakcie drugiej połowy Lech Poznań ruszył do szaleńczych ataków, jednak długo nie potrafili wyszukać sposobu na strzelenie gola. Wszystko się odmieniło w doliczonym czasie gry pomimo tego, że wszystko sugerowało, iż piłkarze krakowskiej Wisły wygrają komplet punktów. W ostatniej minucie tego starcia Antonio Milić strzelił gola na wagę remisowego rezultatu dla klubu z Poznania.

Chelsea zagwarantowała sobie awans do finałowego spotkania rozgrywek Pucharu Ligi Angielskiej! Gracze prowadzeni przez Tuchela zdołali ograć Tottenham rezultatem 1 do 0 po pełnym zwrotów akcji pojedynku! Futbolowi fani z Anglii w środę wieczorem zwrócili swój wzrok w kierunku meczu, który był rozgrywany pomiędzy Chelsea FC, a Tottenhamem. Stawka tego meczu była niezwykle wysoka, gdyż zwycięzca starcia półfinałowego miał zakwalifikować się do finału Pucharu Angielskiej Ligi! W pierwszym starcia tych drużyn wyraźnie lepsza była Chelsea, która odniosła zwycięstwo wynikiem dwa do zera na własnym boisku. Każdy był jednak świadomy tego, że w starciu rewanżowym brakować nie będzie ciekawych momentów. Wprost przeciwnie od początku do końca kibice piłki nożnej mieli okazję obserwować genialne spotkanie. Prowadzeni przez Conte zawodnicy z pewnością liczyli na lepszy wynik, jednakże drużyna Chelsea FC szybko ruszyła do ataku. Zawodnicy Tuchela Thomasa osiągnęli prowadzenie już po osiemnastu minutach, gdy po niesamowitym zagraniu Mounta piłkę do siatki skierował Antonio Reudiger. Bez cienia wątpliwości był to niesamowity początek spotkania dla londyńskiej Chelsea, która znacząco przybliżyła się w ten sposób do finałowego spotkania Pucharu Ligi Angielskiej. Od teraz gracze Tottenhamu mieli do odrobienia już trzy gole, żeby chociażby doprowadzić do dodatkowego czasu gry. Nie da się ukryć, iż to było wyjątkowo ciężkie zadanie. Futbolowi sympatycy którzy zjawili się na trybunach w stolicy Anglii mieli również wiele powodów do irytacji z powodu systemu VAR. Sędzia który prowadził to spotkanie aż dwa razy wskazywał na rzut karny dla miejscowych, ale dwa razy także był zmuszony decyzję te cofać po obejrzeniu sytuacji poprzez wykorzystanie VARu. Pomimo to piłkarze Tottenhamu FC dalej starali się o pozytywny wynik i byli w stanie nawet ustrzelić gola. Lecz w tym przypadku po raz kolejny musiał zainterweniować VAR i sędzia prowadzący to spotkanie ogłosił, że Kane w chwili zagrania znajdował się na spalonej pozycji. W końcowym rozrachunku Chelsea FC wygrała to spotkanie rezultatem 1:0 i powalczy w wielkim finale Pucharu Angielskiej Ligi, gdzie jej przeciwnikiem będzie Arsenal FC albo Liverpool.